niedziela, 8 stycznia 2017

Rozdział 46 ,,Ciężar decyzji''

,,Uległość bez przekonania o słuszności decyzji zapewne nie przynosi nikomu zaszczytu.''
Jane  Austen


         W Star City w ostatnim czasie bardzo źle się działo. Policji i samozwańczym stróżom prawa powoli zaczynało brakować rąk do pomocy. Na dodatek wszystkiego sprawy w sądach strasznie dłużyły się w czasie i zanim został wydany ostateczny wyrok, albo gangi odbijały swojego, albo uciszały go jakimś cudem  na dobre. Dla niektórych było to dziwne, że jedna osoba zginęła i cały system wywrócił się do góry nogami, jednak prawda była całkiem inna, choć ona ruszyła tą machinę. Ludzie przestali się bać, że wymiar sprawiedliwości ich dopadnie. Desperaci woleli ginąć, od strzał lub od złamanego karku niż gnić w więzieniu. 

        Laurel Lance nie bała się rzucić rękawicy mafii ani wysoko, postawionym skorumpowanym urzędnikom, nie dlatego, że się ich nie bała, ale dlatego, że nie miała już nic do stracenia, a Ci, którzy przy niej pozostali, umieli lepiej o siebie zadbać o siebie niż ona. Tylko to i zawziętość wyróżniały ją spośród innych z tego preferencji.
***

- Nie wiem co powiedzieć.- Powiedział Ted stojąc przed jej grobem.
Jak zawsze postawiony był na nim bukiet nowych, świeżych kwiatów. Dwa kroki dalej stała zanim Helena, która co jakiś czas spoglądała na zegarek.
Było jej zimno przez chłodny wiatr jaki dziś panował, choć nie padało. Dodatkowo zawsze w tym miejscu ogarniała ją przerażająca pustka. Nigdy nie zapomni tego co szatynka dla niej zrobiła.
- Chyba często tak jest na cmentarzu,  gdy ktoś z nami jest. - Powiedziała  chcąc jakoś pozbyć się napięcia jakie utworzyło się kiedy tu przyszli. - Cisza czasem mówi więcej niż czynny czy też słowa.
- To wszystko jest dziwne. - Odrzekł odwracając się twarzą do Heleny.
- Muszę już iść. - Szybko się odezwała widząc, że chciał coś dodać.- Mam dużo rzeczy na głowie. Do zobaczenia później.
Ruszyła szybkim krokiem nim zdążył zaprotestować, albo co gorsza zaproponuje swoją pomoc. Zatrzymała się dopiero przy bramie cmentarza i odwróciła, ale jedyne co zobaczyła to niebieski punkt na tle tego wszystkiego-jego kurtkę.


***

            Dużo osób myślało, że Kapitan Lance ponownie się załamie po stracie córki. W końcu już dwa razy myślał, że stracił Sarah, ale tym razem było inaczej. Zdążył się polegnąć z Laurel przed operacją i widział jej ciało. Nie mógł się łudzić.
Zamiast tego oddał się z swojej pracy. Mało sypiał jak i nie był dość aktywny w kontaktach międzyludzkich. Od czasu do czasu odwiedzał tylko Helenę i pozwalał Oliverowi wyciągnąć się na lunch. Tyle razy temu bogatemu dzieciakowi wybaczał, by na powrót go znienawidzić,  a teraz miał w nim największe wsparcie. Właśnie pisał kolejny raport, gdy policja znowu została wezwana przez zaniepokojonych sąsiadów do kłótni rodzinnej.


***

           Kiedy spotkanie samorządu się skończyło w sali konferencyjnej pozostał już tylko Oliver i Ray Palmer. Blondyn milczał wpatrując się ślepo w ścianę.
- Bez Panny Lance będzie ciężko wynegocjować to co chcieliśmy. - Powiedział zwracając uwagę Olivera.
Zazwyczaj o niej nie rozmawiali pan Palmer wciąż miał jej za złe, że przyczyniła się do tego, iż stracił połowę firmy.
- Początek i jej notatki już mamy.- Odrzekł mściciel wstając ze stołka i kierując się s stronę drzwi.- I nazwiska najlepszych prawników z najlepszych wybierz kogoś.
Ciemnowłosy poprawił swój krawat i zanim Queen wyszedł zdążył podnieść mu ciśnienie.
- To tak nie działa.- Rzekł nie spuszczając go z oczu. - Pozwól jej odejść. Nie pozwól, by stała się Twoim omenem śmierci.
Stanął, na chwilę przed drzwiami przypominając sobie jak to było z Shodo.


*** 

Helena kończyła pakować powoli rzeczy Laurel z jej gabinetu do kartonów. Pozostało już tylko kilka segregatorów jego ukochany, rozkładający się już kodeksem prawny i nowy kodeks cywilny. W pomieszczeniu powoli było widać rękę osoby, która miała ją zastąpić. Na biurku wciąż leżał jej laptop.
- Ciężko spakować jej rzeczy,- zaskoczona ciemnowłosy, aż podskoczyła- a co dopiero je wyrzucić.
- Mówiłam Ci już żebyś się tak do mnie nie skradał. - Spojrzała, na Teda wymownie chowając do pudeł kolejne notatki. - I nie mam zamiaru wysłuchiwać Twoich kazań. 
Bez zbędnej rozmowy podszedł do biurka i wziął z niego dwa pudła. Helena jeszcze odprowadziła, go wzrokiem do drzwi i spakowała, ostanie segregatory po czym założyła swój fioletowy płaszcz i usiadła na kanapie z jej starym kodeksem prawnym. Gładząc jego wierzch dłonią.


***

- Myślisz, że obserwowanie ich coś przyniesie.- Blondynka nie była zaskoczona jej pojawieniem się na dachu budynku.
Wiedziała, że ją obserwuje, choć już dawno powinna wrócić do domu.
- To moja winna.- Tylko tyle mogła z siebie wydusić.- To ja ich wydałam.
- Wiesz co ja bym zrobiła, choć to nie zniesie ciężaru Twojego wyboru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz